Courage is Solid [wrażenia z MGS4]

Posted by Ktoso on 17/08/2009 – 13:17

Ukończyłem w ten poniedziałek, o 6 rano (grałem od 23 do 6… ;-)) Metal Gear Solid 4. Gra od której na prawdę bardzo bardzo wiele wymagano. Bycie grą z stajni Kojima w końcu do czegoś zobowiązuje. Podsumuję wrażenia jednym zdaniem, a potem się troszkę rozdrobnię, wejdę w szczegóły. Miałem olbrzymie wymagania dot. MGSa tego, na prawdę olbrzymie. W końcu ma to być zakończenie historii snake”a, musi być “big” ;-) Nie zawiodłem się w żadnym stopniu, a powiedziałbym nawet że gra przerosła moje oczekiwania… kilkakrotnie.

Jedną rzeczą którą widać w ciągu całej gry jest to co powiedział Kojima. To jest gra głównie dla fanów. Setki odwołań do poprzednich odsłon serii. Głównie do MGSów 1,2,3 rzecz jasna, ale fabuła odnosi się również bardzo mocno do Portable Ops (które opowiada losy Big Bossa) a nawet Metal Gear”ów (tak tak, te stare MG również są bardzo ważne dla fabuły /**przecież nawet dla MGS1 już były ważne -> gray fox*/).

W rozwinięciu tego wpisu znajdują się potencjalne SPOILERY, zatem jeżeli macie zamiar grać, i nie zepsuć sobie zabawy, może lepiej nie czytajcie dalej. Starałem się i tak nie sopilerować w dalszej części, ale trudno mówić o MGS nie spoiilerując, zwłaszcza o 4.

W tej części wpisu mogą pojawić się SPOILERY! Wiernym fanom nie chcącym sobie popsuć zabawy, zalecam nie czytać dalej. Staram się mimo wszystko nie spoilerować, ale jest to bardzo trudne.

Jak wszyscy wiemy, MGS4 jest finałem życia Snake”a. Czy jest na prawdę? Koniec bojów węża? … Tak, nie zdradzę jednak dokładnie co/jak/kiedy/kto. Zakończenie jest fantastyczne, dawno dawno dawno temu nie widziałem zakończenia gry, które by mnie tak wzruszyło i “zaspokoiło” jako gracza jak to co tutaj pokazał Kojima.

Przez całą grę Snake czuje się coraz gorzej, a potem uzyskuje jeszcze kilka powodów dla których jego życie miałoby się i tak nie bawem skończyć… I przez całą grę, panicznie boimy się o życie Snake”a, fantastyczne uczucie. Snake to nie Rambo, i jest to nam co chwilę uświadamiane. Miewa ból pleców, od czasu do czasu istnie pada na kolana z bólu i tym podobnie. Tym bardziej podziwiam tą postać, taki Master Chief to ma super zbroję i się nie musi niczego bać no nie. A snake? Nie dość że jak go zobaczą, to ma przekichane (MGS nadal jest głównie skradanką, choć nastawienie na walkę jest tutaj większe niż w poprzednich odsłonach) a w dodatku jeszcze ma problemy z swoim ciałem, które powoli zaczyna mu odmawiać posłuszeństwa, a i tak walczy i daje radę. Emocje które wywołuje jego postawa i walka są na prawdę głębokie, dawno mnie tak nie wzruszono.

Dalej. Na każdym kroku w fabule są odniesienia do poprzednich części. Na każdym. Bez ówczesnego przejścia, z zrozumieniem, poprzednich odsłon, może być bardzo ciężko zrozumieć co się w ogóle dzieje w grze. Z drugiej strony, kto nie grał w poprzednie części, a chce grać w czwórkę? Co jak co seria MGS jest jedną z najlepszych w historii, i wielu wielu w nią grało, kojarząc postacie etc. Odnośnie postaci: Kojima pokazuje nam wszystkie jeszcze żywe postacie które sprytnie wplata w fabułę. Co ciekawe, sensownie. Kluczową rolę oprócz Węża, Otacona, Raidena ma jeszcze Naomi Hunter. Pojawia się również “sławny” (na swój sposób), Johnny Sasaki, który o dziwo tym razem jest pełnoprawną postacią, a nie “jajkiem”! Inne postacie które też są ważne dla fabuły to Mei Ling (jest teraz kapitanem statku!) oraz Vamp. Z “starszej generacji” mamy do czynienia jeszcze z Evą i Ocelotem rzecz jasna (Liquid Ocelotem) i …

Easter Eggs. Jest ich strasznie dużo. Począwszy od Zabawnych rozmów przez Codec. Kilku przełamań czwartej ściany przez Otacona (w miejscu gdzie w MGS1 trzeba było CD zmieniać, prosi on o to snake”a, po czym sobie przypomina że teraz jest BluRay więc nie ma potrzeby zmieniać CD) oraz Screaming Mantis (Umierałem ze śmiechu przy zabawie “telekinezą” Mantisa. – Kojima FTW!). Tak to udało mi się znaleźć biustonosz w krzakach, odciski dłoni Dev Teamu, ludzi ułożonych tak że jak się patrzyło przez NV to wyglądało to jakby panowie się “gruchali”… ;-) Napiszę jeszcze osobnego posta, całkowicie poświęconego jajkom w MGS więc cierpliwości. :-)

Bossowie. Mamy do czynienia z: Screaming Mantis, Crying Wolf, Laughing Octopus i Raging Raven (kolejność losowa, aby nie psuć zabawy ;->). Fanowie serii pewnie zauważyli rażące podobieństwo nazw tych bossów do bossów z MGS1, gdzie mieliśmy do czynienia z: Psycho Mantis, Sniper Wolf, Decoy Octopus (z którym nie walczyliśmy, ponieważ zabiło go FOXDIE) i Vulcan Raven. Podobieństwo bossów przy Mantis oraz Wolf jest bardzo duże, walki z nimi wyglądają dość podobnie do walk z swoimi protoplastami. Raven i Octopus bazują na całkowicie nowych pomysłach. Wszystkie te postacie są dziewczynami, chodzi tutaj o ideę Beauty & Beast. Szczerze to idea z BB mi się nie podoba. Postacie damskie, wzrorowane były na znanych japońskich modelkach. W grze są to dziewczyny które przeżyły przez wojnę ciężką traumę i teraz są wrabiane w walczenie, wyposażone w specjalne uzbrojenie. Gdy pokonamy Bestię, czyli bossa w uzbrojeniu, zrzuca ona zbroję i “atakuje” (no w pewnym sensie) nas tylko w ciuszku obcisłym tak samo jak octocamo snake”a ;-) Walki same są przyjemne, ale jak już pisałem, nie podoba mi się jakoś zabawa z “Pięknymi”.

Od strony technicznej MGS miażdży. Grafika jest bardzo ładna i należy dodać że wszystkie filmy są renderowane w czasie rzeczywistym i możemy w ich czasie manipulować kamerą, a nawet zoomować. W czasie rozgrywki nie występują zwolnienia, nawet gdy mamy do czynienia z 100 żołnierzami albo taką samą ilością Gekko. Muzyka jest świetna, Harry Gregson Williams znów się postarał. Skoro o muzyce mowa to wspomnę o tym że snake ma IPOD”a, i może sobie na nim słuchać muzyki/podcastów (oprócz fajnego bonusiku, muzyka przyśpiesza regenerowanie psychiki snake”a a niektóre piosenki dają pewne bonusy do rozgrywki samej).

Metal Gear Online natomiast jest moim zdaniem fantastyczny i na pewno będę w niego długo długo pogrywał. Przeniesienie gameplayu MGS na online już było w MGS3:S, ale dopiero tutaj mamy to tak świetnie wykonane :-) Tryby rozgrywki są bardzo różnorodne, mamy na przykład nowatorski sneaking mission (jedna osoba gra jako snake i musi dog tagi zbierać a inni go szukają) i klasyczne capture, rescue, base i deathmatch”e. Jedyną wadą MGO jest to że KONAMI jest trochę pieprznięte, i zamiast korzystać z kont PSN, zmusza userów do korzystania z ich własnego KONAMI ID, oraz GAME ID. Tak… Z dwóch kont, do jednej gry… Ogólnie to celem tego tak na prawdę jest to aby sobie konami mogło sprzedawać rzeczy bezpośrednio w MGO, a nie przez PSS – co da im więcej kasy, irytuje jednak…

To by było na tyle myślę. Trochę luźno zebranych informacji/wrażeń o MGS4. Jako że nie chcę psuć nikomu zabawy nie wnikałem w fabułę tutaj, ale gwarantuję że jest świetna (i zawiła ;-)). Ostatnią rzeczą jaką powiem jest, że w MGS4 dochodzi do czegoś na co fani czekają od wielu wielu odsłon serii, Kojima na prawdę wie czego od niego ludzie chcą… :-) Pozdrawiam, Snake Out. ;-)

Tags: , ,

This post is under “fun, gaming” and has no respond so far.

Post a reply